Barwa czasu

Tak więc znalazłem się w tej willi, która stanowiła własność Berensów (tego nowego pięknego domu jeszcze nie było) i w której prowadzili pensjonat państwo Zie­lińscy. Zieliński miał opinię czarownika. Zbierał bowiem, a nawet kupował muchomory, te tak bardzo dekora­cyjne i tak bardzo jadowite. I to bynajmniej nie w celu trucia much. Obgotowywał je, przegotowywał, to w wodzie, to w mleku i w rezultacie otrzymywał potrawę, którą ze smakiem spożywał i nic mu nie szkodziła. Częstował i innych, lecz pomimo że sam dawał przykład, nie udało mu się nikogo skusić. Nie dziwota, że go uważano za czarowni­ka.

W tym „czarodziejskim” pensjonacie mieszkało wielu wybitnych i ciekawych ludzi, jak to zwykle w Kazimierzu. Na co dzień mieliśmy Mariusza Maszyńskiego, Wacława i Karola Hussarskich i wiele innych jeszcze interesujących osób, skłonnych zawsze do ciekawych rozmów. Wtedy dyskusje były bardzo modne. A wszystko to na tle cudow­nego otoczenia i pięknej letniej pogody. Było jeszcze kilka młodych i ładnych kobiet. Na plaży, na łódkach lub na spacerach wśród wzgórz i wąwozów spędzaliśmy długie godziny.

Bracia Hussarscy byli dla nas wtedy uroczymi przewodni­kami po kątach i zakątkach Kazimierza. Wacław, malarz oraz wysoko ceniony krytyk plastyczny i historyk sztuki, poświęcił już Kazimierzowi wiele trudu i czasu. Był autorem licznych artykułów i studiów, przygotowywał gruntowną monografię, którą dane mu było zrealizować dopiero w 1953 roku. Monografia ta, chyba najpoważniejsza książka o Kazimierzu, moim zdaniem, ma tylko jedną wadę: bezlitoś­nie demaskuje wszystkie mity i legendy. Ale na pociechę muszę przyznać, że ludzie po staremu wierzą w to wszystko. Taka jest siła poezji i przewaga nad „mędrca szkiełkiem i okiem”. Ale wtedy jeszcze daleko było do jakichkolwiek uogólnień. Pan Wacław, nie byle jaki znawca przedmiotu, otwierał nam zdumione oczy na cuda miejscowej architektu­ry i rodzimej ciesiołki.

Karol Hussarski natomiast był poetą. Poetą już znanym i drukowanym, nawet w „Skamandrze”. A co najważniejsze, aktualnie pisał wiersze o Kazimierzu i w związku z powyższym dzielił się z nami każdym pomysłem i każdą świeżo napisaną zwrotką. Współuczestnictwo, choć bierne, w powstawaniu tych utworów bardzo nam się podobało. Tym bardziej, że wiersze nam odpowiadały. Były przekony­wające i na czasie.

Dwoje słonecznym szczęściem na wskroś spłonionych dzieci, zaplótłszy się rękoma, pulsującymi kroki, sadami, górską miedzą, płotami, polem leci w odwieczerz nad wiślaną, na gusła i uroki.

albo

Co jeszcze jest na świecie, prócz wiewu i wieczoru, zwodzonych górskich ścieżyn i majaczącej fali. Co jeszcze jest w przestworzach, prócz nieba i przestworu: (wiślana gładź — gędźbino, ruślana srebrnodali).

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.